Szczęść Boże!
Mam na imię Elżbieta.
Pragnę tutaj – dzisiaj - oddać Bogu chwałę i podziękować Mu za uzdrawianie moich zranionych uczuć i emocji.
Byłam dzieckiem moich rodziców niezaplanowanym i niechcianym. Dowiedziałam się o tym, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką. Bardzo wcześnie wyszłam za mąż i w bardzo młodym wieku urodziłam syna. Moi rodzice nie zaakceptowali mojej rodziny. Dom rodzinny opuściłam w gniewie i bez błogosławieństwa ze strony rodziców.
Świadomość tego, że nie byłam dzieckiem z miłością oczekiwanym , fakt odrzucenia przez moich rodziców - mojej rodziny – spowodował, że zrodziło się we mnie :
- niskie poczucie własnej wartości;
- poczucie odtrącenia i poczucie winy;
- brak akceptacji siebie.
Wewnątrz mnie tkwiły wciąż słowa :
„ JA NIE JESTEM GODNA MIŁOŚCI INNYCH – MIŁOŚCI BOGA”
Przez wiele lat żyłam w gniewie w stosunku do moich rodziców i w nieprzebaczeniu. Paraliżował mnie lęk przed innymi ludźmi. Izolowałam się, nie miałam zaufania do siebie i do innych. Przebyłam depresję. Byłam przez wiele lat obojętna na Pana Boga, chociaż doskonale wiedziałam, kim jest Bóg , jednak nie miałam z nim bliskich, serdecznych relacji.
Bóg zaczął proces uzdrawiania mnie. Trwa to wiele lat. Najpierw uświadomiłam sobie moje rany, chore emocje, które noszę w sobie, a które są konsekwencją mojej przeszłości. Zrozumiałam , że potrzebuję przebaczyć rodzicom, także sobie samej.
Moje trudne relacje w pracy ze współpracownikami również wynikały z moich WŁAŚNIE MOICH
zranień, iż nie potrafiłam dostrzec życzliwości w innych, źle interpretując ich zachowania względem mnie.
Przyszedł czas, że codziennie modliłam się MODLITWĄ O WYBACZENIE-PRZEBACZENIE
- RODZICOM
- osobom do których żywiłam urazy.
Modlitwa zaczęła przynosić pozytywne skutki. Nabrałam dystansu do środowiska w pracy, w domu, ale przede wszystkim do samej siebie. Owocem modlitwy stało się osiągnięcie poczucia pokoju wewnętrznego – wolności w stosunku do trudnych nawet grzesznych sytuacji, które spotykałam w mojej codzienności.
Próbowałam leczenia emocji na własny ludzki sposób, szukałam pomocy w psychologii.
Pod wpływem lektury usiłowałam pójść w kierunku afirmacji samej siebie poprzez myślenie pozytywne o samej sobie. Wciąż przeżywałam zmianę nastrojów. Próbując sobie pomóc w chwilach trudnych wyobrażałam sobie kwiat róży. Róża miała ukoić myśli i emocje.
Dwa miesiące temu – w styczniu na Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie – TUTAJ w Opolu
w Tym Kościele - usłyszałam z ust kapłana słowo poznania skierowane do osoby z chorą psychiką
Ksiądz Mateusz wypowiadając te słowa dodał, że ma to związek z Różą, a następnie wybrzmiało
„ZAUFAJ MI - ZAUFAJ MI„. Słowa te rozbrzmiały we mnie, dotknęły głębi mojego serca. Chwilę trwałam w odrętwieniu, czy to możliwe, a potem pomyślałam, że jest możliwe, bo Bóg kocha wszystkich, a mnie chciał pocieszyć, wesprzeć i dać do zrozumienia, że są rzeczy z pozoru niemożliwe, a jednak dzieją się, ale dopiero wtedy, kiedy Bóg uzna to za stosowne i potrzebne.
Minęły od tego czasu dwa miesiące – powoli dostrzegam, że zaczęłam szanować siebie, bliskich – rodzinę, osoby w pracy. Coraz częściej czuję w konkretnych sytuacjach życiowych moc Bożego pokoju. Po Mszy Św. –" uzdrowieniowej " w odpowiedzi na usłyszane przeze mnie słowa ZAUFAJ MI
czuję potrzebę zapraszania Pana Jezusa każdego ranka zaraz po obudzeniu do mojego życia, do tego co ma się wydarzyć. Otrzymałam łaskę pragnienia, aby co dziennie czytać Pismo Święte i staram się uczestniczyć we Mszy Św. przed pójściem do pracy.
Wiem, że Pan Bóg dokonuje we mnie przemiany – wewnętrznego uzdrowienia.
Chwała Panu.
Ela