Chcę błogosławić Pana w każdym czasie
na ustach moich zawsze Jego chwała.
Dusza moja będzie się chlubiła w Panu,
niech słyszą pokorni i niech się weselą!
Uwielbiajcie ze mną Pana,
imię Jego wspólnie wywyższajmy! (Ps 34)
Słowami tego psalmu lubię się modlić i trwać w uwielbieniu za wszystko co mi wyświadczył Pan, a na przestrzeni przeżytych 40 lat było tego dużo. Mimo trudności lat dziecięcych: rodzina wielodzietna, alkoholizm ojca, co za tym idzie anty świadectwo jego życia jako katolika, Pan Bóg dał mi cudowną mamę. Ciężko pracowała do nocy, by skoro świt wstać i utrzymać gospodarstwo i dom. Jednak dobre świadectwo mamy przestało mi wystarczać gdy zaczęłam dorastać.
Agresja ojca względem mnie była niesamowita. Nie radziłam sobie z tym. Miałam pretensje do świata, myślałam nawet o odebraniu sobie życia. Myślałam jednak o mamie: przecież to mogło by ją załamać. Nie wołałam do Boga o pomoc, bo chrześcijaństwo zaczęło mnie przerastać. Jak odmawiać modlitwę, gdy kolejne awantury doprowadzały mnie do nienawiści. IV przykazanie mówi: Czcij ojca swego i matkę swoją. W stosunku do mojego ojca było ono nie do przeskoczenia. Próbowałam tego dokonać sama, ale łatwiej mi było wejść w świat muzyki rockowej i zagłuszyć myślenie. Jednak Pan Jezus nie odpuścił. Mimo całego buntu chodziłam do kościoła nie tylko na Mszę św. W roku 1986 na niedzielnej Mszy św. usłyszałam słowa: "Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi." Oczywiście najpierw odniosłam te słowa do wszystkich obecnych w kościele. Mała wioska, więc wszyscy się znali. Jednak całą niedzielę to chodziło za mną i dopiero wieczorem zadałam sobie pytanie: a gdzie jest moje serce? Czy ja kocham Pana Jezusa? Czy raczej się Go boję i tylko czekam jak rozliczy mnie za wszystkie grzeszki?
To był przełomowy etap mojego życia. Pan Jezus postawił na mojej drodze życia wspaniałych ludzi. Zaczytywałam się książkami o treściach religijnych, a wspaniały przyjaciel gonił do lektury Pisma św. Uczył mnie ufności do Boga, oddawania Bogu tego, co mnie przerasta .Rok 1988 Oaza Ruchu Światło - Życie, pielgrzymka piesza na Jasną Górę. Wydawało mi się, że teraz to już wszystko będzie super. Myślałam: może byłoby dobrze gdybym dołączyła do jakiejś wspólnoty. Niestety przyszły też doświadczenia, w których zawodziłam na całej linii.
Jeszcze teraz jestem tchórzem i nie mam odwagi mych upadków nazwać po imieniu. Z perspektywy czasu sama nie dowierzam, że tyle było we mnie pychy i zarozumiałości. Popadałam w skrajności i po tamtych trudnych doświadczeniach często poddawałam się oskarżeniom złego ducha, że do niczego się nie nadaję. Wyszłam za mąż urodziłam dzieci i parę lat przeleciało. Mimo wielu trudności, doświadczeń i kryzysów Bóg wyprowadzał mnie z tego obronną ręką. Straciłam nadzieję że kiedykolwiek będę mieć własny kąt, a po 16 latach małżeństwa, kiedy nie dało się znaleźć domu do wynajęcia z koronką do Miłosierdzia Bożego w ręku szukając czegokolwiek, kupiłam dom za niesamowicie niską cenę. Dla mnie to jest cud. Dziękowałam Panu jednocześnie prosząc o to, by teraz ten dom nie stał się dla mnie "bożkiem". By remontowanie, odgruzowywanie nie pochłonęło mnie tak, że padnę ze zmęczenia i nie będzie czasu i sił na modlitwę. Zostałam wysłuchana i obdarowana piękniej niż mogłabym sobie wymarzyć.
24. września 2008 trafiłam na Eucharystię z modlitwą o uzdrowienie. Nie miałam w sercu innego pragnienia jak podziękowanie Bogu za wszystko co otrzymałam w życiu. Nie jestem godna, by o cokolwiek prosić. Pragnęłam tylko zaśpiewać na cześć Pana. Nawet stwierdziłam: Boże ja już tak dużo otrzymałam, a jeszcze więcej zepsułam, obdaruj tych, którzy potrzebują najbardziej. Mimo, że od trzech lat zmagałam się z problemem przebaczenia, a jeszcze bardziej z poczuciem wyrządzenia mi krzywdy w miejscu pracy, w tym czasie o tym nie myślałam. Gdy usłyszałam słowa poznania że: Pan przychodzi do tych którzy żyją w poczuciu wyrządzonej im krzywdy mają problem z przebaczeniem....poczułam w sobie takie ciepło, wręcz uczucie gorąca, że zdjęłam kurtkę. Byłam zszokowana. To chyba były pierwsze słowa które przeszyły mnie na wylot. Ale jeszcze nie dowierzałam. Na drugi dzień w pracy poczułam taką dziwną lekkość i spojrzenie z miłością na tych, którzy w moim przekonaniu mnie skrzywdzili. Odważnie też nazwałam i odkryłam swoje błędy. Po tygodniu postanowiłam pójść na spotkanie Odnowy w Duchu św. Po paru spotkaniach pojawiło się we mnie fałszywe przekonanie, że: tyle złego w życiu zrobiłaś, ty tutaj do takich ludzi nie pasujesz, w pracy i tak jesteś na przegranej pozycji. Jak dobrze że nie dałam się wystraszyć. Poprosiłam o modlitwę wstawienniczą i definitywnie od tego czasu problem poczucia wyrządzonej mi krzywdy nie istnieje. Przebaczyłam i sama prosiłam o przebaczenie. Radość, jaka wypełniła moje serce i umysł nie da się z niczym porównać. Wygrana w totka to pestka. Jeszcze w miejscu pracy porządkuję relacje. Wiem, że gdy w moim sercu jest miłość i gdy wszystko oddaję Panu Jezusowi, to z Nim nie ma rzeczy niemożliwych.
Za bardzo się rozpisałam, jakby chcąc pokazać, że w niczym nie zasłużyłam na tak wielkie dary: możliwość bycia we wspólnocie, w grupie dzielenia. To wszystko rozpoczęło się od tamtej Eucharystii. Wszechmocny Bóg poskładał moje życie. Wiem też, że teraz wcale nie stanie się ono sielanką. Przypominają mi się słowa, które dotarły do mnie na wspomnianej przeze mnie Oazie:
''Ja wszystkich których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się" . (Ap 3,19) oraz "Powściągnij swój język od złego, a twoje wargi od słów podstępnych! Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju idź za nim! (Ps 34).
I tak pragnę żyć dalej! Chwała Panu!
Maria